NASTOLATKOWIE MAJĄ PRAWO OCHRONY WIZERUNKU W INTERNECIE
Zdjęcie z akademii szkolnej, filmik z wakacji, relacja z rodzinnego obiadu – jedno kliknięcie i wizerunek dziecka zaczyna własne życie w sieci. Problem w tym, że często nie jest to życie, na które młody człowiek wyraził zgodę. Najnowszy raport Rzeczniczki Praw Dziecka pokazuje coś, co jeszcze niedawno było tylko przejawem niedookreślonej intuicji specjalistów, bowiem sharenting w Polsce ma się znakomicie, a granica między rodzicielską dumą a naruszeniem prywatności dziecka coraz częściej się zaciera.
Badania przeprowadzone w kilkudziesięciu szkołach na grupie ponad 1600 nastolatków, rodziców i nauczycieli ujawniają skalę zjawiska. Zdjęcia i nagrania z udziałem dzieci trafiają do internetu nie tylko za sprawą samych nastolatków, lecz także dorosłych, rodziców i nauczycieli. Co istotne, znaczna część młodych osób przyznaje, że nikt nie pyta ich o zgodę przed publikacją materiałów z ich udziałem. A przecież to właśnie poczucie kontroli nad własnym wizerunkiem jest dziś jednym z fundamentów bezpieczeństwa cyfrowego.
Co wiemy młodzież wcale nie odrzuca obecności w sieci. Wręcz przeciwnie, większość aktywnie publikuje własne treści i broni prawa do korzystania z mediów społecznościowych. Równocześnie jednak wyraźnie wskazuje granicę, że chce decydować kto i w jakim kontekście pokazuje ich wizerunek. Gdy tej granicy się nie respektuje pojawia się stres, wstyd i poczucie naruszenia prywatności. Szczególnie dotyczy to dziewcząt, które częściej zgłaszają negatywne doświadczenia związane z niechcianą publikacją zdjęć.
Raport zwraca uwagę na jeszcze jeden istotny aspekt – szkoły. Choć placówki oświatowe rutynowo zbierają od rodziców zgody na publikację wizerunku uczniów, zgody te często mają charakter ogólny i blankietowy. Dziecko nie wie jakie konkretne zdjęcia zostaną opublikowane ani gdzie się pojawią. Tymczasem w świetle obowiązujących standardów ochrony prywatności wizerunek dziecka nie jest „dodatkiem do wydarzenia szkolnego”, lecz elementem jego dóbr osobistych i danych osobowych wymagających szczególnej ochrony.
Eksperci zaangażowani w raport podkreślają, że same przepisy nie wystarczą, jeśli dorośli nie zmienią praktyki. Prawo od dawna wskazuje, że dziecko – o ile potrafi wyrazić swoje zdanie – powinno być wysłuchane w sprawach, które go dotyczą. Dotyczy to także decyzji o publikacji zdjęć. Rodzic czy szkoła mogą formalnie udzielić zgody, ale nie powinni ignorować sprzeciwu dziecka. W przeciwnym razie łatwo przekroczyć granicę między wykonywaniem władzy rodzicielskiej a naruszeniem autonomii młodego człowieka.
Coraz częściej podnosi się również odpowiedzialność dorosłych za skutki cyfrowego „rozpowszechnienia dzieciństwa”. Wizerunek dziecka może być kopiowany, archiwizowany, wykorzystywany w niechcianych kontekstach, także komercyjnych.
Dobrym przykładem są niedawne działania włoskiego organu ochrony danych osobowych, który zakazał publikowania zdjęć dzieci w żłobkach w sytuacjach uznanych za zbyt intymne, takich jak jedzenie czy spanie. Uznano, że nawet zgoda rodziców nie zawsze wystarcza, jeśli publikacja narusza najlepiej pojęty interes dziecka. To wyraźny sygnał, że ochrona wizerunku małoletnich coraz częściej wykracza poza formalne zgody i dotyka kwestii godności oraz prawa do prywatności w najczystszym znaczeniu.
Wnioski płynące z raportu są więc jasne, bowiem dzieci chcą uczestniczyć w decyzjach dotyczących ich prywatności. Prawo im to gwarantuje, ale praktyka wciąż za nim nie nadąża. Ostatecznie nie chodzi tylko o formalne zgody i regulaminy, lecz o podstawową zasadę szacunku dla godności, prywatności i obecnej oraz przyszłej cyfrowej tożsamości młodego człowieka.